Młodość i pierwsze kroki w zakonie

 

 

       Bł. Anastazy Jakub Pankiewicz urodził się 9 lipca 1882 roku we wsi Nowotaniec w dawnym powiecie sanockim, w wielodzietnej rodzinie rolniczej Tomasza i Tekli z domu Lenio.

Szkołę podstawową ukończył w  miejscowości rodzinnej, do gimnazjum uczęszczał w Sanoku i we Lwowie (1896–1899). 1 lutego 1900 r. jako siedemnastoletni młodzieniec wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych w zjednoczonej prowincji bernardyńsko - reformackiej. 2 lutego 1901 r., w święto Ofiarowania Pańskiego, złożył pierwsze śluby, a w następnym roku uzupełnił wykształcenie w przemyskim gimnazjum. W latach 1902–1904 studiował filozofię w Konwencie św. Kazimierza w Krakowie, a w latach 1904–1906 teologię w klasztorze św. Andrzeja we Lwowie.  24 lutego 1904 r. złożył profesję uroczystą, święcenia kapłańskie przyjął 1 lipca 1906 r. Na pierwszą placówkę został skierowany do klasztoru w Wieliczce, gdzie pracował jako kaznodzieja zwyczajny i spowiednik.

Od 1 września 1907 do 8 stycznia 1908 r. przebywał w sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej  w Miedniewicach k. Żyrardowa. W latach 1908-1911 mieszkał we Włocławku jako magister nowicjatu. W 1908 r. o. Anastazy napisał do generała zakonu list z prośbą o pozwolenie udania się na misje do Brazylii.

Po podziale prowincji w maju 1911 r. na dwie: Niepokalanego Poczęcia NMP  (bernardyni) oraz NMP Anielskiej (reformaci), o. Anastazy znalazł się w klasztorze bernardynów we Lwowie, gdzie pełnił funkcję wychowawcy (magistra) kleryków w Konwencie św. Andrzeja. W roku następnym przeniósł się do Krakowa na stanowisko kapelana sióstr bernardynek.

W pierwszej połowie 1914 r. władze zakonne przeniosły go do Dżurkowa k. Kołomyi na stanowisko administratora tamtejszej parafii, ale już w tym samym roku, kiedy wybuchła I wojna światowa, został powołany w randze kapitana na stanowisko kapelana wojskowego. W czasie działań wojennych przebywał przeważnie na Węgrzech jako duszpasterz wojskowy i zarazem polonijny. Z tego okresu zachowało się jego  patriotyczne kazanie, które wygłosił do żołnierzy polskich na Węgrzech w 1916 r.

 

 

    Krakowskie gwardiaństwo 

 

    Po wojnie o. Anastazy zamieszkał na dłużej w Krakowie, gdzie w latach 1919–1930 był gwardianem macierzystego klasztoru pod wezwaniem św. Bernardyna ze Sieny, kierując w tym czasie remontem kościoła. W latach 1926–1928 przyjął gościnnie do klasztoru formujące się Seminarium Duchowne Diecezji Częstochowskiej, a następnie, za zgodą prowincji zakonnej, wydzierżawił część ogrodu klasztornego pod budowę gmachu tegoż seminarium.

Mimo wielorakich prac na stanowisku gwardiana o. Anastazy angażował się też w pracę kaznodziejsko - duszpasterską, wyjeżdżał do parafii jako misjonarz i rekolekcjonista. Współpracował ze znanym misjonarzem o. Czesławem Bogdalskim. Z dużym zaangażowaniem działał jako promotor III Zakonu św. Franciszka oraz katecheta w Szkole Przemysłowej w Krakowie przy ul. św. Sebastiana.

Od młodości o. Anastazy marzył o pracy wychowawczej wśród młodzieży. Już jako młody kapłan, pełniąc funkcję kapelana wojskowego, gromadził na ten cel fundusze. Dlatego w okresie swojego przełożeństwa w Krakowie rozpoczął  starania o budowę  zakonnego zakładu wychowawczego w Przegorzałach, które ostatecznie zakończyły się fiaskiem.

Jednak jego miłość do młodych ludzi potrzebujących troski i wsparcia okazała się silniejsza od naturalnego w takich przypadkach zniechęcenia.

    

 

    Dzieła powstałe w Łodzi

 

       Nie zrażony trudnościami w 1930 roku ojciec Pankiewicz uzyskał zgodę i poparcie bpa Wincentego Tymienieckiego, ordynariusza Diecezji Łódzkiej, na kupno w Łodzi, w dzielnicy Doły, 8-hektarowej parceli z małym domkiem. Teren ten zamierzał wykorzystać pod budowę prowizorycznego kościoła, a następnie dużego gmachu na szkołę i klasztor. Dopiero wtedy, gdy ludność przekonałaby się o użyteczności tej placówki, planował wybudować duży kościół (na 4 tys. osób) pod wezwaniem bł. Władysława z Gielniowa. Miały też powstać ogrody i boiska. Resztę terenu chciał przeznaczyć na wybudowanie dróżek z kapliczkami. Byłaby więc to oaza ciszy i modlitwy dla mieszkańców robotniczej Łodzi.

Ojciec szukał potrzebnych funduszy także poza granicami Polski. Wspomagali go Polacy mieszkający na terenie Kanady, którym wysyłał dewocjonalia oraz produkowany według własnej recepty „leczniczy balsam”. Jego prace wspierali również wierni Łodzi, którzy składali ofiary w swoich kościołach. Z pomocą przy budowie przychodzili także po godzinach pracy robotnicy.

Już w 1932 r. erygowano dom zakonny, którego pierwszym przełożonym został o. Anastazy, do pomocy miał kapłana i brata. Wybudowano także prowizoryczny kościół pw. św. Elżbiety Węgierskiej (kościół na „Górce”, jak nazywali go łodzianie), poświęcony 26 października 1932 r. przez biskupa Wincentego Tymienieckiego.

W 1936 r., po uroczystym poświęceniu kamienia węgielnego o. Anastazy przystąpił do budowy nowego gmachu, który był przewidziany na gimnazjum oraz mieszkania dla zakonników.  Z początkiem września 1937 r. w potężnym, trzypiętrowym budynku rozpoczęła się nauka. Bernardyński zakład naukowy w Łodzi nosił nazwę: Prywatne Gimnazjum Męskie pod wezwaniem św. Antoniego Ojców Bernardynów. Kształcili się w nim synowie miejscowej inteligencji, jak również dzieci robotników. Intencją Ojca było, aby przez szerzenie oświaty wśród młodzieży robotniczej zbliżać i pociągać do Kościoła ich rodziców, często oddalonych od wiary katolickiej.

Już w roku otwarcia gimnazjum o. Anastazy otrzymał od generała zakonu, o. Leonarda M. Bello błogosławieństwo dla swego dzieła: gratulacje i życzenia pomyślnego rozwoju zakładu. Przedstawiciele Ministerstwa Oświaty i Kuratorium uznali, że gimnazjum to należy do przodujących w kraju.

ImageW pierwszym roku nauki otwarto 4 klasy pierwsze. W 1938 r. gmach powiększył się o dobudowaną salę gimnastyczną, wyposażoną w potrzebne przyrządy i urządzenia dla szkolnego teatru.  Obok zajęć dydaktycznych działało w szkole harcerstwo i Sodalicja Mariańska, organizowano także różne imprezy kulturalne. W 1939 roku naukę w szkole podjęło już ponad 200 uczniów.

O. Anastazemu bardzo zależało, by w szkole nie tylko nauka była na dobrym poziomie, ale i wychowanie młodzieży było katolickie i patriotyczne.

   Ojciec Anastazy we wszystkie podejmowane prace angażował ofiarnie swoje siły i umiejętności. Ceniono go za pracę w gimnazjum i za gorliwość w pracy duszpasterskiej.

Przy kościele działały między innymi: Trzeci Zakon św. Franciszka,  Sodalicja św. Antoniego, Bractwo Straży Honorowej Najświętszego Serca Jezusowego, Bractwo Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, Bractwo Różańca Świętego; dla młodzieży: asysta kościelna i chór antoniański.

Świadkowie wspominają go jako niezmordowanego duszpasterza. Ludzie przychodzili z daleka, by słuchać słów tego wspaniałego kaznodziei, by razem z nim modlić się i śpiewać. Umiał godzić spartański styl życia (wczesne wstawanie i skromne wyżywienie) z gorliwością w każdym podejmowanym działaniu. Uważano go za dobrego, oddanego kapłana i życzliwego, umiejącego współczuć innym człowieka. Zawsze starał się pomagać będącym w potrzebie. Jeśli nie mógł inaczej, to  pocieszał dobrym słowem. Był ogólnie szanowany i kochany.

Ambitne zamierzenia, jakie o. Anastazy pragnął zrealizować w Łodzi wymagały nie tylko nakładów finansowych, ale także, a może przede wszystkim rąk do pracy i serc zaangażowanych w tę sprawę. Obdarzony śmiałością i energią, zauważał potrzebę codziennej, drobiazgowej pracy, dbałości o ład i szczegóły, właściwe kobietom. Tak powstała myśl, że pomocne mogłyby okazać się siostry zakonne: między innymi w prowadzeniu planowanej bursy, Trzeciego Zakonu Franciszkańskiego, pomocy ubogim,  wielodzietnym rodzinom, a szczególnie dzieciom.

W 1935 roku spotkał opatrznościowo 3 kobiety:  Józefę Galczak, Walerię Bakalarską oraz Władysławę Bartkowiak i zaproponował im współpracę przy prowadzeniu swojego dzieła. Pomógł im w nabyciu domu w pobliżu klasztoru a 17 września 1936 r. przyjął  je do III Zakonu św. Franciszka  otaczając duchową opieką. Dzień ten dał początek Zgromadzeniu Sióstr Antonianek od Chrystusa Króla.

Zgromadzenie zostało zatwierdzone przez Kościół 22 grudnia 1959 r.  przyjmując za cel szczegółowy obronę życia nienarodzonych dzieci.

Obecnie nasza służba życiu wyraża się poprzez modlitwy i ofiary w tej intencji,  krzewienie dzieła Duchowej Adopcji dziecka poczętego oraz prowadzenie domu samotnej matki. Ponadto siostry katechizują, podejmują prace w zakrystii i kancelarii parafialnej oraz dzieła aktualnie potrzebne Kościołowi.

 

 

    Męczeństwo i beatyfikacja

 

   Wybuch II wojny światowej oraz przyłączenie Łodzi wraz z całym regionem Wartegau do Rzeszy, uniemożliwiło dalszy rozwój ośrodka. Wprawdzie w drugiej połowie września 1939 r. rozpoczęła się w szkole nauka jednak już w grudniu gimnazjum zostało zamknięte z powodu aresztowania wielu profesorów.

Dla o. Anastazego nastał okres prób i doświadczeń. Musiał podjąć trudną decyzję dotyczącą dalszego życia. Miał do wyboru dwie możliwości: łatwiejszą i bezpieczniejszą – tymczasowe opuszczenie ośrodka, by do niego powrócić po wojnie - taką drogę wybrali jego zakonni współbracia. Mógłby przedostać się wówczas do tzw. Generalnej Guberni, gdzie nadal funkcjonowały klasztory. Odrzucił ją jednak zdecydowanie, bo wymagała zdjęcia habitu. Wybrał drugą, o wiele trudniejsza możliwość - pozostanie na miejscu za wszelką cenę. Na następstwa tego wyboru nie trzeba było długo czekać. 2 lutego 1940 r. wraz ze współbraćmi został wyrzucony z budynku, ale z Łodzi nie wyjechał. Po kilku dniach okupanci zajęli kościół i przekształcili go w stajnie i garaże.

Ojciec Anastazy zdecydował się zamieszkać w domu Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza na Dołach.  Zajął tam udostępniony mu mały pokoik, aby czuwać z oddali nad swoim dziełem. Nie ukrywał się przed władzami okupacyjnymi – swój nowy adres zamieszczał na wysyłanej korespondencji. Otrzymał pozwolenie na odprawianie w kaplicy cmentarnej  mszy świętej niedzielnej dla wiernych. Duszpasterzował więc jawnie, aczkolwiek dyskretnie.

   1 kwietnia 1940 r. o. Pankiewicz został aresztowany i osadzony w więzieniu śledczym przy ul. Sterlinga w Łodzi, skąd po 17. dniach został zwolniony. To pierwsze, ostrzegawcze aresztowanie nie zmieniło jednak jego decyzji podjętej z pełną świadomością grożących następstw. Nadal mieszkał na cmentarzu, nie zdjął habitu, przyjmował oficjalnie korespondencję na swój „cmentarny” adres.

Pozostawał na wolności do 6 października 1941 r. Tego dnia został aresztowany i wraz z innymi księżmi katolickimi z tzw. regionu Wartegau przewieziony do obozu przejściowego w Konstantynowie k. Łodzi. 30 października 1941 r. aresztowani księża trafili do obozu koncentracyjnego w Dachau.

Dopiero w Dachau o. Pankiewicz został zmuszony do zdjęcia habitu, otrzymał wówczas obozowy pasiak. Przestał być indywidualnym człowiekiem, stał się obozowym numerem (28176) z bloku 28/4. Na tę ewentualność był od dawna duchowo przygotowany. Tym należy tłumaczyć fakt, że ciężkie warunki obozowe nie załamały go wewnętrznie .

Wyniszczające warunki życia obozowego: 11- godzinna praca na plantacjach bez względu na pogodę, brak dostatecznego wyżywienia, szykany fizyczne i moralne, sprawiły, że 18 maja 1942 r. został wciągnięty na listę „inwalidów”. Powiedział wówczas: Niech się dzieje wola Boża.

Współwięźniowie, którzy ocaleli, wspominali jego wewnętrzny spokój  i podnoszenie na duchu innych. Te cechy jego osobowości najbardziej zapamiętali. W dniu śmierci  wyspowiadał się u współwięźnia, ks. Stefana Stępnia i ze spokojem wyznał: Jestem spokojny i gotowy na śmierć.

20 maja 1942 r. o. Anastazy znalazł się w ciasno wypełnionym skazańcami ciężarowym aucie, specjalnie przystosowanym do uśmiercenia spalinami. W transporcie tym, liczącym 60 osób, było 13. księży.

Przed opuszczeniem obozu, pod koniec akcji załadowania skazańców doszło do tragicznego wydarzenia. Według relacji ks. Stefana Stępnia, o. Anastazy był jednym z ostatnich wchodzących do samochodu. W atmosferze narastającego pośpiechu i brutalnego popędzania, Niemcy chcieli jak najprędzej wyjechać z obozu. W momencie, kiedy znalazł się w aucie i  usiłował pomóc przy wsiadaniu ostatniemu skazańcowi, zatrzaśnięto właz z taką siłą, że obciął mu obie ręce.

Za gest wyciągniętych pomocnych dłoni, by wesprzeć słaniającego się towarzysza niedoli, o. Pankiewicz zapłacił prawdopodobnie utratą życia z powodu dużego upływu krwi. Być może jednak, na wpół żywy, z obciętymi rękami, w zatłoczonym transporcie „inwalidów” opuścił Dachau i po kilku godzinach jazdy znalazł się w Hartheim k. Linzu. Transport został zagazowany spalinami w sześć minut. Ciała zagazowanych spalono w krematorium, a ubrania, a właściwie łachmany odwieziono na powrót do Dachau dla następnego transportu.

Męczeńska śmierć o. Anastazego Pankiewicza nastąpiła 20 maja 1942 r. .

 

   Jego beatyfikacji jako jednego ze 108. męczenników II wojny światowej dokonał 13 czerwca 1999 r. w Warszawie Ojciec Święty Jan Paweł II.

   20 czerwca 1999 r., arcybiskup łódzki Władysław Ziółek, w wygłoszonym Słowie Bożym w kościele Ojców Bernardynów w Łodzi, podczas dziękczynienia za akt beatyfikacji błogosławionego Anastazego Pankiewicza, powiedział m.in.:

   […] O. Anastazy Pankiewicz dał łodzianom nie tylko swoją obecność, ale ponad wszystkim był w najpełniejszym rozumieniu świadkiem Jezusa Chrystusa. Tego Łodzi było potrzeba – autentycznego świadka Chrystusa, gotowego do pójścia za Panem wszędzie, aż – tak jak on – do Dachau aż na męczeńską śmierć.

[…] Bracia i Siostry, nasza dzisiejsza obecność wśród łódzkiej wspólnoty bernardyńskiej ma sens i będzie w przyszłości mieć sens, jeśli spełnimy pewne warunki: jeśli pochylimy się, żeby obfity plon z ewangelicznego ziarna rzuconego w naszą ziemię zacząć zbierać. Bo plon jest po to, żeby go zbierać. Ten plon wzrósł szybko. Ale nie wolno nam go nie zacząć zbierać. Nie kiedyś, w przyszłości, w następnym pokoleniu, ale już dziś, bez najmniejszej zwłoki. Żeby spełnić do końca misję, jaką tutaj zaczął o. Anastazy, musimy wziąć sobie głęboko do serca to, co Ojciec Święty powiedział w Sopocie, a co ponownie przytoczyć muszę: „Dzisiaj potrzeba światu i Polsce ludzi mocnych sercem, którzy w pokorze miłują, błogosławią, a nie złorzeczą, i błogosławieństwem ziemię zdobywają”. Tego potrzeba światu i Polsce, tego potrzeba naszej umiłowanej, ale wciąż zbiedzonej Łodzi. Potrzeba jej świętych rąk ludzkich jak ręce błogosławionego ojca Pankiewicza, które brutalnie mu odcięto, gdy wyciągały się do bliźnich, żeby im pomóc. Niech nikt, kto wspomina to bolesne zdarzenie z ostatnich chwil życia ojca Anastazego, nie chowa swych własnych rąk. Musimy pójść śladem naszego Błogosławionego Ojca, tym bardziej że Łodzi najbardziej są potrzebne ręce, które wyciągają się do bliźnich. I potrzebne są serca, które z miłości do Chrystusa otwierają się na niedolę braci [...].

Parafia Rzymskokatolicka pw. Św. Mikołaja 

                         w Nowotańcu